Networking – szukaj pomysłów poza biurem

Gdyby ktoś powiedział mi parę lat temu, że polubię “sieciowanie w realu”, trudno byłoby mi w to uwierzyć. A jednak – człowiek się zmienia, jeśli tylko tego chce i wyjdzie poza swoją strefę komfortu.

Gdy pracowałam na etacie, nie czułam potrzeby poznawania wielu nowych ludzi.
Teraz, gdy działam na własny rachunek, doceniam wagę tego działania.

Dlaczego tak jest?
Priorytety w obu środowiskach są odmienne.
Pracując na etacie trzymasz się określonych celów, które przede wszystkim masz realizować. Wiele osób nie chce wykraczać poza te ramy. To zrozumiałe – najpierw skupiają się na tym, czego potrzebuje od nich firma (oby były to właściwie określone cele!) Dlatego usługodawca, który przedstawia ofertę (tak, jak ja), może być postrzegany jako potencjalna przeszkoda w realizacji zadań.
Przez pewien czas takie było także moje podejście – dopóki nie zrozumiałam, że korzyści ze spotkania z potencjalnym konsultantem mogą być obustronne.

Teraz widzę, że networking jest ważny – nie tylko dla wolnych zawodów.
Zachęcam do tej aktywności szczególnie marketerów.

Po pierwsze: dobrze jest wychodzić nie tylko zza swojego biurka, ale i z biurowca, a nawet dzielnicy biurowców (tu nawiązanie do Mordoru na Domaniewskiej). Jeśli spędzasz większość czasu w firmie, patrzysz przez jej pryzmat i uwarunkowania biznesowe (słynny argument “tego się nie da zrobić”). Można to określić mianem zawężonego “tunelu poznawczego i komunikacyjnego”. Im dłuższy etat pracy, tym węższe horyzonty myślowe. Kontakty ze światem zewnętrznym umożliwiają Ci sprawdzenie, czy Twoje myślenie nadal przystaje do rzeczywistości.

Po drugie: w trakcie rozmów z ludźmi pojawiają się ciekawe myśli i pomysły. Takie są moje doświadczenia z ostatnich miesięcy. W równym stopniu przyczyniają się do tego rozmowy z nowo poznanymi osobami, jak i z dawnymi znajomymi, z którymi odnawiam relacje.

Po trzecie: warto zobaczyć, że istnieje inny świat niż korporacyjny. To racja, że – patrząc z perspektywy Warszawy lub innego dużego miasta – wiele firm widzi świat z okien przysłowiowego szklanego biurowca. Budują wyobrażenie o swoich klientach, wzorując się wyłącznie na swoim środowisku i otoczeniu.
Do takiego wniosku doszłam parę tygodni temu podczas spotkania w gronie firm rodzinnych.

Po czwarte: dzięki spotkaniom z innymi mogłam lepiej określić swoją ofertę. Pytania od nieznanych osób zmusiły mnie do przemyśleń – jakie usługi oferuję, dla kogo i jakie są z tego korzyści.
Zwykle nie miałam wiele czasu na przedstawienie informacji o sobie, musiałam je więc syntetyzować. Pewnie znacie pojęcie “elevator speach”, czyli przedstawienie informacji o sobie w trakcie przejazdu windy w jedną stronę.

Podsumowując: więcej otwartości na poznawanie nowych ludzi i idei. To się po prostu opłaca – nawet, jeśli nie bezpośrednio materialnie, to na pewno naszym mózgom 🙂

Zdjęcie: www.hubspot.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *